|
Nowy pomysł
JESZCZE JEDEN "PUBLICZNY" BANK KRWI
PĘPOWINOWEJ
W Ministerstwie Zdrowia (MZ) ktoś
urodził pomysł - rozwój banku krwi pępowinowej (bkp).
W ślad za tym pomysłem (chyba nawet wiemy kto był mamuśką)
MZ ogłosiło konkurs ofert na: (i) badania antygenów
HLA i (ii) innych testów związanych z bezpieczeństwem
zabiegu transplantcji szpiku oraz (iii) rekrutację i
(iv) bankowanie krwi pobranej od rodzących kobiet. Konkurs
został rozstrzygnięty, jak się dowiedzieliśmy z wiarygodnych
źródeł nieoficjalnych - na korzyść jednej tylko osoby,
mamuśki właśnie, któray sam zasady tego konkursu opracowała.
Zanim jednak oficjalne wyniki zostały ogłoszone, konkurs
został przez Ministra Zdrowia anulowany. Dziwne - czyżby
jednak ktoś pomyślał?
O zasadności rozwoju bkp, już na
Konferencji Hematologicznej w listopadzie ubiegłego
roku, próbowali przekonać nieliczne audytorium (garstkę
zaproszonych i drugą garstkę wproszonych) Profesor Jędrzejczak
wraz z Panem z MZ reformującym krajową ustawę transplantacyjną.
To były szalenie interesujące wystąpienia. O nadziejach
związanych z komórkami macierzystymi nie ma potrzeby
pisać, o zastosowaniu krwi pępowinowej również, ale
... w odpowiednim czasie i miejscu i przez właściwe
ręce. Osobiście do dzisiaj nie rozumiem po co to spotkanie
w Falentach się odbyło. Wydawałoby się, że tak pasjonujący
temat powinien zgromadzić przedstawicieli WSZYSTKICH
ośrodków przeszczepiających szpik w kraju, nie wspominając
o tych najbardziej zainteresowanych - pediatrach. O
dziwo, z transplantologów obecny był tylko Profesor
Hołowiecki. Chyba jednak tylko z racji urzędu.
Przebieg dyskusji wyraźnie zasugerował
widowni, że konkurs na badania do bkpmz odbędzie się
wkrótce, że do udziału w nim dopuszczone będą jedynie
(?) trzy tzw. "państwowe/publiczne" ośrodki
(Prof. Jędrzejczaka ze szpitala na Banachu, Instytut
Hematologii w Warszawie i Prof. Pojdy/Genovision z Centrum
Onkologii), a badania będzie wykonywał jedynie Profesor
Jędrzejczak. Tu do końca nie jestem pewien, czy Prof.
Pojda i Instytut Hematologii mieli ewentualnie otrzymać
od Prof. Jędrzejczaka pewną liczbę badań do wykonania,
ale stawiałbym raczej na to, że nie. Przy okazji zwracam
uwagę, że stałaby się rzecz rzeczywiście rzadko spotykana
w przyrodzie - ta sama osoba byłaby i mamuśką i akuszerem
zarazem. Dwa (trzy?) całkiem różne w jednym. Genialny
pomysł.
Tu należy szybko wyjaśnić - NIE
MA W KRAJU OŚRODKÓW NIEKOMERCYJNYCH. Zarówno
ośrodek Prof. Jędrzejczaka jak i Prof. Pojdy SĄ
W PEŁNI KOMERCYJNYMI OŚRODKAMI chociaż nominalnie
są to ośrodki publiczne (pomijam bank krwi pępowinowej
Instytutu Hematologii w Warszawie, który od kilku lat
nie przejawia żadnej aktywności). Wygląda na to, że
ktoś, nie dość, że uprawia prywatę na państwowej działce,
to jeszcze chce wyciągnąć dla siebie publiczne pieniądze.
I w dodatku wypina pierś po ordery.
Wyraźne sugestie zamieniły się w
pewnik, gdy w styczniu konkurs został ogłoszony. Zasady
dopuszczające zakłady opieki zdrowotnej do konkursu
były kuriozalne. Warto je zresztą przejrzeć, aby uzmysłowić
sobie, że zostały one wyraźnie ustawione pod jednego
uczestnika - przez niego samego zresztą. Czegoż tam
nie ma? Autor tak się w ustawianiu poprzeczki zapomniał,
tak chciał wyśrubować warunki, żeby tylko on, żeby nikt
inny, że jedyny, że ... nie zauważył, że zgodnie z tymi
zasadami on sam warunków konkursu nie miał prawa spełnić.
Jeden z nich mówi bowiem o konieczności udowodnienia
uzyskania "udanych wyników
transplantacji krwi pępowinowej". Pomijając
ABSURDALNOŚĆ wymogu
przeprowadzenia zabiegu transplantacji krwi pępowinowej
(udanego w dodatku) w celu wykonania jedynie badań antygenów
HLA, to w kraju NIKT tego warunku nie spełnił. Albo
ja nie rozumiem słowa sukces transplantacji szpiku.
Samo podanie choremu krwi pępowinowej chyba nie jest
sukcesem? A tak właściwie, to dlaczego laboratoria typujące
HLA muszą przeszczepiać komórki macierzyste? A nawet
jeśli, to i tak jedynym ośrodkiem, który ten warunek
spełnił BYŁ NZOZ MEDIGEN!
Dziwne? Otóż, w Zarządzie naszego podwykonawcy, Polskim
Banku Komórek Macierzystych S.A, firmie od lat bankującej
krew pępowinową, jest osoba od lat prowadząca taki bank.
Nieważne, że w USA, ale dyspozycyjna i z bardzo dużym
doświadczeniem w przeszczepianiu krwi pępowinowej. Z
SUKCESAMI!
Po konferencji w Falentach pan z
MZ rozesłał projekt nowej ustawy transplantacyjnej,
w której dużą część zajmował bank krwi pępowinowej.
Swoją drogą zdumiewa mnie upór z jakim kolejne ekipy
MZ starają się wdrożyć w życie coś, co nazywają reformą,
nie rozpoczynając od zreformowania tego, od czego powinno
się zacząć każdą zmianę - od kadry, od ludzi. Dla mnie,
i chyba tylko dla mnie, jasne jest, że jeśli ministrem,
doradcą ministerialnym, dyrektorem, ordynatorem, lekarzem,
pielęgniarką czy nawet urzędnikiem MZ, jest malwersant,
łapownik, krętacz czy choćby poczciwy nieudacznik, to
choćby nie wiem jakie reformy wprowadzać i o ile składkę
zdrowotną powiększać (choćby i do 100%), pieniędzy zawsze
będzie za mało. O reformach polskiego MZ Anno 2005 pisał
już przed ponad półwieczem niejaki Parkinson. A więc,
czy kreski, jakiejkolwiek grubości, mają sens?.
Po konferencji w Falentach podzieliłem
się z panem z MZ swoimi uwagami dotyczącymi marnotrawienia
publicznych pieniędzy. Jeden z wątków obejmował właśnie
rozwój banku krwi pępowinowej. Oto on.
Liczbę, sens i rozwój banków krwi
pępowinowej, jak każde przedsięwzięcie, należy rozpatrywać
z punktu widzenia i praktycznego (tu medycznego) i ekonomicznego.
W każdym kraju, nie tylko w Polsce, toczy się gorąca
dyskusja na temat finansowania lecznictwa i dostępności
do świadczeń zdrowotnych przez wszystkich obywateli.
Abstrahując od tego, czy jest to możliwe czy nie, i
dlaczego nie, należy zgodzić się z jednym - trzeba uczynić
wszystko, aby dostęp ten umożliwić jak największej grupie
osób.
W naszym kraju dyskusja ta (jeśli
w ogóle wypowiedzi pojedynczych osób mniej lub bardziej
wpływowych, można nazwać dyskusją) ma szczególnie cierpki
charakter z tego powodu, że jest wyraźna linia podziału
pomiędzy wąską grupą decydującą o całokształcie usług
medycznych, i tym samym dążącą do monopolizacji rynku
medycznego (z konsekwencjami.... vide prof. Jędrzejczak
i jego skandaliczne wypowiedzi na temat finansowania
leczenia osób po 50-tce), a grupą z tych usług korzystających
(czyli szaraków mających pecha, że zachorowali).
Nie drążąc dalej tego tematu i przechodząc
do sedna:
1. Praktyczna korzyść z istnienia
banków krwi pępowinowej (bkp) jest aktualnie niewielka.
W Polsce, przeszczepień komórek macierzystych (km) z
wykorzystaniem krwi pępowinowej wykonano niewiele. Jedynym
ośrodkiem stosującym krew pępowinową jest ośrodek Profesora
Jędrzejczaka (pj). Od razu należy dodać, że z tragicznym
skutkiem. Przysłuchiwałem się sprawozdaniu z przebiegu
transplantacji szpiku wykonanej przez pj z użyciem trzech/dwóch
jednostek krwi pępowinowej i doprawdy do dziś nie rozumiem,
czy Profesor zabieg ten naprawdę uważa za sukces? Entuzjazm,
z jakim wypowiadał się o trzymiesięcznych cierpieniach
(wszystkich, jakie można sobie po BMT wyobrazić) pacjenta
z góry skazanego, nie może być argumentem przemawiającym
za rozwojem banków krwi pępowinowej! Tylko dlatego,
że ktoś, jak się wydaje - samotny entuzjasta tej metody,
taki eksperyment na człowieku jedynie przeprowadził
nie może być argumentem w sprawie decydującej o życiu,
bez żadnej nadziei na podtrzymanie tego życia. Nawet
jeśli pacjent wyraził zgodę na wykonanie tego rodzaju
zabiegu. Samo wszczepienie się szpiku, co tak ekscytuje
pj, nie świadczy o udanej transplantacji - podobne rezultaty
uzyskiwano po ksenogenicznej transplantacji szpiku (szpik
pobrany od zwierzęcia).
Argumenty, jakie ustami pj przemawiają
na niekorzyść komercyjnych bkp (kbkp), a którymi szermuje
pj, przemawiają jednocześnie na niekorzyść bkp, które
chce zakładać pj. Sterylność, czystość, pewność i zaufanie
- dokładnie tego samego oczekuje się od publicznych
(nazwijmy tak) bkp (pbkp). Jedyna różnica między rodzajami
banków kp jest taka, że w przypadku utraty próbki (w
wyniku np. rozmrożenia), komercyjny bkp będzie musiał
zwrócić cały wkład etc, a publicznego przecież nikt
nigdy nie rozlicza. Ale żadna krzywda nikomu się nie
stanie, gdyż chory pozbawiony krwi pępowinowej, tej
swojej własnej, będzie znajdował się przecież w sytuacji
wszystkich innych chorych mających dostęp do światowej
bazy niespokrewnionych dawców szpiku. To jasne.
Krwi pępowinowej pochodzącej z kbkp
nikt, jak twierdzi pj, w kraju nie przeszczepi. Ale
tym samym nie przeszczepi również krwi pochodzącej z
pbkp. W czasie 7 lat dobierania dawców szpiku nie było
ANI JEDNEJ ZGODY (nawet ze szpitali dziecięcych) na
użycie krwi pępowinowej do BMT pomimo braku w świecie
odpowiednich dawców szpiku. Żaden ośrodek na taki eksperyment
się nie zdecydował. Kwestia długości przechowywania
kp odnosi się dokładnie tak samo do pbkp. Nie będzie,
wg pj, przeszczepów kp - zgoda: żadnych (z jego jedynym
wyjątkiem).
2. Biorąc pod uwagę zasadność
ekonomiczną tworzenia i/lub rozwijania bkp projekt ten
należy ocenić jeszcze surowiej niż to wynika z rozważań
nad praktycznym aspektem problemu zaprezentowanego powyżej.
Otóż w oparciu o dane, jakie przedstawiło MZ, dokonałem
prostych obliczeń w ocenie sensowności przedsięwzięcia.
Należy dodać, że ten paragraf ma jak najbardziej aspekt
praktyczny również. Po kolei:
a. w materiałach MZ brak jest danych na temat
wysokości dotacji KBN na rozwój pbkp w latach 1998-2002.
Jest to liczba bardzo ważna. O ile pamiętam, przed rokiem
1998 wszystkie 3 pbkp istniały, a liczba zgromadzonych
jednostek kp wynosiła ok. 100. Po roku 2002 (okres nie
finansowania przez KBN?) doszło z pewnikiem dalszych
100. A więc w czasie 1998-2002 zmagazynowano 200 jednostek
kp (tj średnio 17/ośrodek). Ile wynosiła więc dotacja
KBN i na co była przeznaczona? Na aparaturę?
b. O ile wiem, na pewno dwa
ośrodki [pj i Centrum Onkologii (co)] zostały założone
przez prywatne instytucje (fundacje) i od początku BYŁY
BANKAMI KOMERCYJNYMI (w trzecim, w IHiT,
bardzo niejasna jest rola Fundacji przy Instytucie,
zresztą od wielu lat do banku tego nie przybyła ani
jedna jednostka kp]. To na 5 mil pachnie ogromnym konfliktem
interesów, o który tak się zawsze boi pj. Więc? Dlaczego
MZ (= my) mamy utrzymywać komercyjne banki?
c. W roku 2005 MZ planuje
sfinansowanie 400 jednostek kp, a w roku 2006 liczbę
600, w sumie za 4 mln zł (za wypowiedziami Pana Pechcińskiego
z MZ - 800 tys zł za 200 jednostek, a więc odpowiednio
1.6 mln i 2.4 mln). Jest to kwota, jak na zakres i wartości
zamierzenia, przeogromna, NIEUZASADNIONA!
Otóż, za tę kwotę można zrekrutować
i przebadać od 8 do 12 tysięcy potencjalnych dawców
szpiku (różnica w zależności od liczby przebadanych
w II klasie HLA). W oparciu o doświadczenia własne,
liczbę REALNYCH dawców w rejestrze ALF, tj pobrań szpiku,
oceniam między jako 1 na 100 - 120 ochotników. A więc
mając 4 mln zł oddam klinikom krajowym NIEODPŁATNIE
od 80 do 120 szpików. Stanowi to kwotę (wg pj licząc
60000 zł za jeden szpik) od 4.8 mln do 7.2 mln jakie
MZ zaoszczędzi! Jakby nie licząc - jest to przedsięwzięcie,
które NA SIEBIE ZARABIA!
d. Warto jeszcze raz przypomnieć,
że w projekcie budowy i rozwoju krajowego banku krwi
pępowinowej mowa jest o 1.2 mln dolarów, co równe jest
1 milionowi Euro oddanych faktycznie w prywatny pacht!
Zgodnie z tym, nie są to jedyne koszty jakie, jak się
spodziewam, MZ poniesie. Otóż, znane są poglądy Krajowego
Konsultanta w zakresie Hematologii na temat opłat za
pobieranie komórek macierzystych krwi, jak zresztą i
za wszystkie inne usługi, w tym nawet za prosty przegląd
rejestrów światowych. Pomijając niezbyt klarowny aspekt
ewentualnego nieuzasadnionego użycia krwi pępowinowej
do Tx (co grozi), to przypuszczam, że MZ (Poltransplant)
będzie dodatkowo obciążane kosztami pozyskania krwi
pępowinowej do konkretnego zabiegu Tx (jak w przypadku
pobrania szpiku), za którą uprzednio zapłaciło. Prezentowany
projekt ustawy transplantacyjnej nic na temat tych procedur,
przypomnę - odbywających się w obrębie i gestii tego
samego ministerstwa, nie mówi. Proponowana dowolność
w interpretacji jest niewskazana - finansowanie przedsięwzięcia
musi być obwarowane spodziewanymi ewentualnymi korzyściami
w przyszłości. Dziwi mnie, że
na te ewidentne sprawy muszę zwracać uwagę ja, przedstawiciel
prywatnej firmy. Przeciwko marnotrawieniu
publicznych pieniędzy protestuję również jako obywatel.
e. Pomijam już takie drobiazgi,
jak te, że rejestr dawców szpiku jest "bankiem",
którego nie trzeba utrzymywać (sam się utrzyma), płacić
za ciekły azot, prąd, etaty, czynsze etc, a więc to
wszystko, co w wyliczeniach pbkp brane jest z reguły
z działalności statutowych klinik, na których tak naprawdę
pbkp pasożytują.
Należy zastanowić się jeszcze raz,
czy w sytuacji ogólnokrajowej nędzy zdrowotnej, inwestować
w coś tak niepewnego i tak potwornie drogiego jak bkp?
Jaki jest sens wyrzucania milionów w celu spełnienia
ambicji jednego nawiedzonego, choćby nawet i krajowego
konsultanta z zakresu hematologii?
I jeszcze jedno. Dlaczego
program "1000 j w dwa lata" mają realizować
jedynie te trzy wybrane ośrodki? A komercyjne, tzn -
komercyjne INACZEJ? Czy konkurs nie powinien być przypadkiem
ogólnodostępny, Panie Profesorze Konsultancie?
|