|
|
Sprawa
prof. Jędrzejczaka całkiem słusznie spowodowała w kraju
wielką burzę. Jest ona niezmiernie poważna i musi zostać do
końca wyjaśniona, a koniec może oznaczać jedno – albo sprawa
przeciwko prof. Jędrzejczakowi (w przypadku potwierdzenia
się zarzutów), albo sprawa przeciwko nam, w przypadku, gdyby
okazało się, że zarzuty są nieprawdziwe. To drugie
rozwiązanie jest proste i nieskomplikowane i tak na dobrą
sprawę na rękę wszystkim. Wielki zostanie wciąż wielkim, a
drobny oszczerca ukarany.
Jesteśmy jednak dziwnie spokojni o prawdziwość swoich racji,
gdyż argumenty świadczące PRZECIWKO prof. Jędrzejczakowi są
nie do zbicia (o wszystkim poniżej). Ale celowo użyliśmy
określenia: „gdyby okazało się”, gdyż nagle może okazać się,
że to słońce krąży wokół ziemi, a nie odwrotnie (wydaje się,
że wszystko u nas możliwe, chociaż wciąż wierzymy Panu
Ministrowi Ziobrze). Próbkę zresztą takiego geocentryzmu
mieliśmy tydzień temu w programie „Kropka nad i”, w którym
okazało się niespodziewanie, że Pan Minister Zdrowia i Pani
Redaktor trafnie przewidzieli wynik komisji ministerialnej,
która zbierze się dopiero za dwa dni. Skąd Oni to już wtedy
wiedzieli?
Pewnie przeczytali artykuł nieomylnego Zagórskiego z „Gazety
Wyborczej” i stąd ich niezłomne przekonanie, że prof.
Jędrzejczak został niesłusznie pomówiony. Wzruszające
doprawdy były opisy zdezelowanego Fiata z wybitym na masce
sztandarowym hasłem GW: „ODPIEPRZCIE SIĘ OD PUŁKOWNIKA!”
Brak nam tam było w zasadzie tylko jednego: uzasadnienia,
tzn. przedstawienia konkretnej liczby (a może ilości?)
zasług, które sankcjonowałyby potem bezkarne
eksperymentowanie na ludziach.
Takie
uzasadnienie przydałoby się usłyszeć i z ust prof.
Ratajczaka, który w ciemno stawia na prof. Jędrzejczaka.
Swoją drogą, łamie w ten sposób podstawowe przykazanie
badacza, którym jest: WĄTPIĆ. Ale
szczerze – wcale mu się nie dziwimy, skoro on sam, a nawet
obaj profesorowie, więcej – jest też i trzeci, prof. Lange
(ten z komisji ministerialnej), zamieszany jest/ zamieszani
są w ten sam projekt badawczy sfinansowany przez KBN.
Ciekawe – wszyscy trzej są transplantologami szpiku, muszą
więc mieć do czynienia z HLA, więc wiedzieć. I nagle niczego
nie wiedzą? Chociażby, jak to np. możliwe, że trzy szukane
rzeczy znajduje się wśród 150, a niczego (zero!) nie
znajduje się wśród 8-9 milionów?! Teoretycznie niby możliwe,
ale: wątpić, wątpić...
Jest
też i lekarz z Krakowa, który wie, że NZOZ Medigen to
złodziej zawyżający ceny, więc u nich chorych nie bada.
Pewnie bada w laboratorium pani dr Gronkowskiej lub innym,
zbliżonym mu klasą. Warto może, aby pan doktor odpowiedział
sobie na zasadnicze pytanie wynikające z omawianej
sprawy: ILE SĄ WARTE WSZYSTKIE WYNIKI PANA
PROFESORA JĘDRZEJCZAKA? Może należałoby skorygować
jakieś jego wnioski odnośnie chorób, wpływu jednych
czynników na drugie, leczenia itp, skoro tak na dobrą sprawę
WSZYSTKIE TYPOWANIA HLA wykonane w
pracowni dr Gronkowskiej są wątpliwe i tak na dobrą sprawę
wszystkie NALEŻAŁOBY POWTÓRZYĆ i dać
im nową, prawdziwą jakość! A jak teraz będzie wyglądała
ocena grantu w KBN? Oczywiście – jeśli prawda!
To
otwiera całkiem nowy problem do dyskusji: dlaczego ci dwaj
eksperci od HLA i transplantacji NIE ZWRÓCILI
UWAGI NA PODSTAWOWE ROZBIEŻNOŚCI POMIĘDZY ZAŁOŻENIAMI
PROJEKTU KBN A WYKONAWSTWEM? Czy nie ponoszą tym
samym RÓWNEJ odpowiedzialności za
zatajenie? I nie mogą się tłumaczyć, że sprawy nie ma,
BO JEST – BARTEK MISIAK NIE BYŁ TYM, KTÓREGO
NALEŻAŁO UŻYĆ DO EKSPERYMENTU!
Spójrzmy na tę sprawę faktami:
Zarzut pierwszy,
to ten, dlaczego dopiero teraz wyciągnęliśmy tę sprawę?
Pytanie, pytania właściwie, powinny być jednak kierowane pod
dwa inne adresy, prof. Jędrzejczaka i Ministerstwa Zdrowia.
Sformułujemy je w związku z tym: (1) dlaczego prof.
Jędrzejczak opublikował na jesieni roku 2005 pracę z jesieni
2003? (2) Dlaczego pan dr Pechciński, z Departamentu
Polityki Zdrowotnej MZ, nie reagował na wątpliwości i
zarzuty związane z prof. Jędrzejczakiem, jakie kierowaliśmy
do niego przez ponad rok? Pierwszego pytania osobiście nie
uważamy za zarzut, natomiast drugie domaga się zdecydowanej
odpowiedzi. NASZĄ INTENCJĄ BYŁO WNIKLIWE I
OBIEKTYWNE ZBADANIA SPRAWY PRZEZ ŚRODOWISKO ZWIĄZANE Z
TRANSPLANTOLOGIĄ SZPIKU PRZECIEŻ, A NIE SZUKANIE SENSACJI!
Gdyby było inaczej, mogliśmy pójść na skróty i sprawę
znacznie wcześniej i bezpośrednio skierować do prokuratury.
Nie widzieliśmy powodu, aby pozwolić sprawie bezpowrotnie
zniknąć. W dalszym ciągu nie widzimy powodu, aby ci, którzy
oficjalnie o sprawie wiedzieli, mogli ją bezkarnie
lekceważyć. Dlatego skierowaliśmy sprawę do Rzecznika
Odpowiedzialności Zawodowej Lekarzy. Kto inny miał się niby
zająć w wolnym ponoć kraju? I dodatkowa refleksja: czy były
inne sprawy, które zniknęły w mrocznych czeluściach dr.
Pechcińskiego przy ulicy Miodowej?
Zarzut
drugi, to
bezpodstawne i niczym nieudokumentowane oskarżanie wybitnej
osoby, lekarza bez skazy i zmazy.
NIE
TRAFIONY.
Wątpliwości względem zachowania prof. Jędrzejczaka
znaleźliśmy W JEGO WŁASNEJ PUBLIKACJI.
Wcale nie chodziliśmy, nie szperaliśmy, nie szpiegowaliśmy.
Paradoks polega na tym, że pan profesor sam opisał swoje
własne i doktor Gronkowskiej oszustwo i nieudolność. My tę
ich pracę jedynie przeanalizowaliśmy i dokończyliśmy oraz, w
miarę skromnych środków i możliwości, zweryfikowaliśmy. Oto
opis naszych wysiłków i kierujemy go do tych wszystkich,
którzy ciemnym murem stanęli w obronie czci profesora.
Chętnie podyskutujemy.
[kliknij:
publikacja]
[kliknij:
BMDW]
Zarzut trzeci,
chociaż nie został przez komisję ministerialną i Ministra
Zdrowia sformułowany, to jednak oczyszczając prof.
Jędrzejczaka automatycznie stawia nas w stan oskarżenia.
Odpowiadamy:
I.
Odnośnie raportu komisji ministerialnej z dnia 08/03/2007
oczyszczającej jakoby prof. Jędrzejczaka z zarzutów
[kliknij:
opinia ekspertów]
1.
Członkowie
komisji podjęli decyzję o uniewinnieniu prof. Jędrzejczaka
od stawianych mu zarzutów nie znając publikacji prof.
Jędrzejczaka (wypowiedź prof. Hołowieckiego dziennikarzowi
DZIENNIKA), a w związku z tym, najprawdopodobniej i zarzutów
sformułowanych przez NZOZ Medigen; jest więcej niż
prawdopodobne, że wiedzę o tych zarzutach zaczerpnęli z
codziennej prasy (= GAZETA WYBORCZA);
2.
Skład
komisji dobrany był tendencyjnie i nie gwarantował
bezstronnego i obiektywnego werdyktu. Przynajmniej dwaj
członkowie tej komisji, prof. Lange i prof. Pączek, mogli
być osobiście zainteresowani w wydaniu werdyktu na korzyść
prof. Jędrzejczaka – prof. Lange Z RACJI
UCZESTNICTWA W TYM SAMYM PROGRAMIE BADAWCZYM (KBN), z
którego finansowany był zabieg na Bartku Misiaku, a prof.
Pączek z racji pracy w tej samej uczelni. Tak chyba być nie
powinno? Nie znamy reguł działania takiej komisji, ale może
warto byłoby wysłuchać i osoby wysuwające jakieś, mniej lub
bardziej poważne, zarzuty? A jeśli mają rację? No, chyba, że
Z ZAŁOŻENIA RACJI MIEĆ NIE MOGĄ!
3.
Zdajemy
sobie sprawę, że jesteśmy najlepszym w kraju ośrodkiem
typującym HLA i dobierającym dawców szpiku (www.poltransplant.pl),
czego dowodem jest ponadto fakt, że WSZYSCY ZAINTERESOWANI,
nawet prof. Ratajczak, obecni byli we wrześniu 2005 w Wiśle,
na sesji, na której prof. Jędrzejczak referował wyniki
transplantacji Bartka Misiaka i żaden z nich, oprócz nas,
nie zwrócił uwagi na antygenowe bajki, jakie opowiadał prof.
Jędrzejczak. Może to stawiać przed prokuraturą poważne
zadanie znalezienia właściwych ekspertów, o odpowiednim
zasobie wiedzy i uczciwości, gwarantujących wydanie
obiektywnej opinii. Oprócz niżej podpisanych, ze względów
podanych powyżej i dalej w piśmie, takich osób w kraju nie
widzimy.
4.
Wydaje nam
się, że nie ma potrzeby jednak powoływania ekspertów
zagranicznych przyjmując (i udowadniając) następujące
rozumowanie:
JAKIKOLWIEK chory,
aby uczestniczyć w kwestionowanej procedurze,
NIE MÓGŁ MIEĆ DAWCY RODZINNEGO I NIE MÓGŁ MIEĆ DAWCY
NIESPOKREWNIONEGO (załącznik – materiały aplikacyjne
do KBN prof. Jędrzejczaka;
[kliknij:
materiały KBN].
Co to oznacza? To oznacza, że (i) prof. Jędrzejczak
doskonale orientował się w regułach EBMT odnośnie doboru
dawcy szpiku (wyjaśnienie poniżej), a więc (ii)
NIE MIAŁ PRAWA DO TEGO EKSPERYMENTU UŻYĆ
BARTKA MISIAKA, gdyż pacjent ten miał i dawcę
rodzinnego i wielu niespokrewnionych i w związku z tym
(iii) prof. Jędrzejczak wydał fałszywe świadectwa chcąc
nagiąć rzeczywistość do założeń (aplikacja o grant KBN). To
są podstawowe argumenty świadczące bez żadnej wątpliwości o
winie prof. Jędrzejczaka. Łatwo sprawdzalne w byłym KBN
[kliknij:
algorytm].
5.
Należy
dodać, że profesor Lange (a także główny wykonawca grantu,
prof. Ratajczak, wypowiadający się w obronie prof.
Jędrzejczaka na łamach prasy), który brał udział w
realizowaniu grantu razem z prof. Jędrzejczakiem,
MUSIAŁ wiedzieć o kryteriach jakie
MUSIAŁ spełniać pacjent mający zostać
poddanym eksperymentalnej terapii. Rozumiemy, że kryteria te
poznała i reszta członków komisji ministerialnej oraz
Minister Zdrowia, skoro wszyscy oni wszechstronnie (?)
rozpatrzyli zasadność zarzutów (powinni przynajmniej) i
wydali autorytatywną opinię.
6.
Członkowie
komisji wypowiadają się o transplantacji krwi pępowinowej w
odniesieniu do „współczesnej medycyny” (tj roku 2007). W
przypadku transplantacji krwi pępowinowej, a dwóch jednostek
krwi pępowinowej w szczególności, jest duża różnica między
rokiem 2002/3, a 2007, chociaż i tak przeszczep w postaci
dwóch i więcej krwi pępowinowych nie można nazwać
„rutynowym”. Najlepszy dowód, że żaden z
transplantologów-członków komisji nie wykonał
ANI JEDNEGO takiego zabiegu, chociaż niewątpliwie,
zgodnie ze stanowiskiem członków komisji, mógłby kilkunastu
pacjentom, dla których NAPRAWDĘ nie ma
innego wyjścia/dawcy, uratować życie. Nikt ich jednak, nawet
NZOZ Medigen, nie oskarża o grzech zaniechania.
7.
Opiniujący
członkowie komisji są transplantologami, a jeden nawet
ekspertem z dziedziny immunogenetyki zajmujący się zawodowo
antygenami HLA, mający wystarczającą wiedzę na temat badań
antygenów HLA i doborów dawców szpiku (sam zresztą
stwierdził, że dobór dla Bartka Misiaka jest banalnie prosty
i nie stwarzający żadnych problemów!). Wydana opinia sprawia
jednak wrażenie napisanej przez dyletanta w dziedzinie
typowania HLA, nie mającego minimum wiedzy, między innymi na
temat: (i) częstości antygenów, (ii) stopnia dokładności
typowania, (iii) czasu potrzebnego na wykonanie pełnego
typowania dawcy szpiku, (iv) czasu niezbędnego na
zakończenie doboru dawcy, a nawet (v) zrozumienia
zagadnienia „poszukiwanie dawcy”. Raport sprawia nieodparte
wrażenie, że PISANY BYŁ PRZEZ SAMEGO
ZAINTERESOWANEGO dla potrzeb Ministra Zdrowia celem
wydania stosownego komunikatu dla ogółu. W tym wypadku chory
miał najpospolitsze antygeny, w związku z tym dobór można
było zakończyć W CIĄGU 3 TYDODNI lub
krócej, na cito w 3 dni!, a nie 3-6 miesięcy. Może
niektórzy członkowie komisji nie wiedzą, jak szybko trwają
dobory dawców w NZOZ Medigen, ale o tym doskonale wie pan
prof. Hołowiecki. Chociażby przykładowo: (i) ile
DNI
trwał dobór dawcy szpiku dla pacjenta MARCINA G. (to ten,
którego dawca z zagranicy w przeddzień pobrania szpiku
stracił palec) w roku 2000, a ile
GODZIN
trwał dobór dawcy szpiku dla pacjenta TOMASZA CH (to ten,
któremu Instytut Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie
dobrał dawcę szpiku W OPARCIU O ANTYGENY
BRATA) w roku 2005? Czasem rzeczywiście poszukiwania
trwają długo, jednak w tym wypadku DOBÓR
MOŻNA BYŁO PRZEPROWADZIĆ BŁYSKAWICZNIE.
8.
To nie
członkowie rodziny mają obowiązek skontaktowania się z
kliniką, a odwrotnie – to klinika powinna dopełnić
wszelkich możliwych czynności, aby w sytuacji
zagrożonego życia chorego skontaktować się z rodziną.
Pytanie jak? A chociażby przez brata i babcię chorego, jeśli
nikt nie chciał się pofatygować w tak poważnej i pilnej
sprawie. DOBRO CHOREGO NIE BYŁO W OGÓLE
WZIĘTE POD UWAGĘ. Wręcz przeciwnie – nawet opinia
ekspertów ministerialnych stara się
ZASUGEROWAĆ, że ojciec nie nadawał się na dawcę
szpiku dla Bartka, i to nie z powodu jego niedostępności,
ale ze względu na nieodpowiedni skład antygenów HLA ojca.
II.
Odnośnie spraw pominiętych w raporcie dotyczącym prof.
Jędrzejczaka.
Raport pominął wiele
istotnych spraw, którymi KONIECZNIE POWINIEN
SIĘ ZAJĄĆ. Przykładowo:
1.
Standardowa
procedura EBMT z lat 2002-2004 ORAZ 2007 zakłada następujące
priorytety w wyborze dawcy do transplantacji allogenicznej
(= dawca rodzinny i niespokrewniony):
a) w pierwszej kolejności
dobór zgodnego rodzeństwa (zgodne oba haplotypy);
b) dobór zgodnego (nawet
6/6 w antygenach HLA) rodzica lub innego haploidentycznego
dawcy rodzinnego [zgodny 10/10 ojciec jest bardzo dobrym
dawcą chociaż oczywiście nie tak dobrym jak rodzeństwo];
c) dobór nie w pełni
zgodnego (nawet 5/6 w antygenach HLA) rodzica lub innego
haploidentycznego dawcy rodzinnego;
d) dobór zgodnego (10/10)
dawcy niespokrewnionego;
e) dobór nie w pełni
zgodnego (9/10) dawcy niespokrewnionego;
f) dobór zgodnej (6/6)
lub nie w pełni zgodnej (5/6 i 4/6) krwi pępowinowej;
g) dobór zgodnych (6/6)
lub nie w pełni zgodnych (5/6 i 4/6) dwóch jednostek krwi
pępowinowej;
2.
Wynika z
tego, bez żadnej wątpliwości, że klinika powinna stanąć na
głowie, aby zbadać sytuację ojca chorego.
3.
Wynika z
tego również, że mając niespokrewnionego dawcę szpiku
zgodnego 10/10 lub nawet 9/10 w antygenach HLA, ośrodek
transplantacyjny powinien wybrać tego dawcę, a nie dwie
jednostki krwi pępowinowej.
4.
Wynika z
tego prosty wniosek, że prof. Jędrzejczak rozpoczął
procedurę doboru dawcy szpiku od razu od złego końca.
5.
Nieprawdą
jest też to, co powiedziała komisja na temat poszukiwania
dawcy szpiku dla chorego. Wszystkie podręczniki EBMT
zalecają rozpoczynanie procedury jak najszybciej,
ZARAZ PO ZDIAGNOZOWANIU CHOROBY (październik
2002!), właśnie dlatego, żeby TO DAWCA
SZPIKU CZEKAŁ NA PACJENTA, aby w chwili uzyskania
remisji MIEĆ JUŻ DAWCĘ DOBRANEGO. A
nie odwrotnie - szukać dawcy dopiero na początku maja, kiedy
chory nie ma zbyt dużo czasu, bo okienko remisyjne jest
krótkie.
6.
W publikacji
napisano wyraźnie: „chory nie miał dawcy rodzinnego, ani
dawcy niespokrewnionego”. Biorąc poważnie wersję Komisji
ministerialnej o niedostępności dawcy rodzinnego i
niespokrewnionego, zdanie to powinno brzmieć: „chory nie
kwalifikował się do transplantacji allogenicznej (tj. od
dawcy rodzinnego lub niespokrewnionego)”. Z dokumentów
wynika, że prof. Jędrzejczak rozważał przez chwilę dobór
dawcy niespokrewnionego (nawet polskiego), ale szybko
zrezygnował. Było to w grudniu 2002/styczniu 2003.
Przypomnę, że transplantacja miała miejsce w MAJU!
7.
W tym
kontekście stwierdzenia prezesa EBMT, na które powołuje się
prof. Hołowiecki, nie może być prawdziwe, gdyż
NIE MIAŁ ON PRAWA ZGODZIĆ SIĘ Z ROZPOCZĘCIEM
PROCEDURY POSZUKIWANIA DAWCY SZPIKU W STADIUM KOŃCOWYM
CHOROBY. Rejestry ODMAWIAJĄ
komórek macierzystych, gdy stan chorego jest bardzo poważny
i nie daje nadziei na sukces.
8.
Prof.
Jędrzejczak miał „przypadkiem grant” i miał „przypadkiem”
krew pępowinową w swoim banku, a całkiem „nie przypadkiem”
brak było dawców allogenicznych (rodzinny + niespokrewniony).
Nawet pobieżna analiza aplikacji prof. Jędrzejczaka do KBN o
sfinansowanie badań wykazuje, że nie przewidziano w nim
miejsca na ratowanie życia chorego. Po pierwsze, nie
wykonano badań antygenów HLA I klasy chorego metodami
genetycznymi (autorzy wykonali jedynie serologię), co
zakładał projekt, a co mogło potwierdzić istnienie
dodatkowych różnic w HLA między chorym a krwią pępowinową i
spowodować zaniechanie eksperymentu (w założeniach
eksperymentu w aplikacji o grant w KBNie napisano o
zwróceniu szczególnej uwagi na „jakość badań i typowania
metodami genetycznymi”). Po drugie, sfałszowano dane
W CELU UŻYCIA 2 JEDNOSTEK KRWI PĘPOWINOWEJ Z
WŁASNEGO BANKU: zakładano udział w eksperymencie
chorego, który nie ma ani dawcy rodzinnego ani
niespokrewnionego. Chory został wprowadzony w błąd
twierdzeniem prof. Jędrzejczaka, że NIE MIAŁ
INNEGO DAWCY i dlatego wyraził zgodę na eksperyment.
To był wyjątkowo szczęśliwy zbieg okoliczności (dla prof.
Jędrzejczaka, nie chorego oczywiście), że trafił mu się
pacjent o takim właśnie składzie antygenowym. Użycie krwi
pępowinowych z własnego banku pozwoliło zaoszczędzić prawie
200 000 zł i wykonać zabieg. Należało tylko znaleźć byle
pretekst uzasadniający użycie w eksperymencie tego właśnie
chorego. My to nazywamy PRZESZCZEPIENIEM
SZPIKU TYPU NARZĄDOWEGO, gdyż jasnym dla nas jest, że
każdy chory, który znalazłby się w sytuacji Bartka Misiaka
był na taki zabieg skazany. Pech prof. Jędrzejczaka polega
na tym, że nie baliśmy się o tej sprawie powiedzieć. Po
trzecie, przewidywano odniesienie sukcesu jeśli pacjent
przeżyje 6 tygodni, gdyż autorów eksperymentu
interesował jedynie wszczep lub brak wszczepu allogenicznych
komórek macierzystych, co ewidentnie świadczy o nie
przykładaniu wagi do sprawy wyleczenia pacjenta z choroby. I
to był tak naprawdę cały sens eksperymentu prof.
Jędrzejczaka. Wykonano dziecinny, naciągany i tragiczny
niestety eksperyment, o czym świadczy fakt, że prof.
Jędrzejczak nie miał żadnego awaryjnego scenariusza na
wypadek mogących wystąpić (a to było w tym wypadku pewne!)
nieprzewidzianych komplikacji związanych z przeszczepieniem
dwóch jednostek krwi pępowinowej choremu.
9.
Co najmniej
dziwne jest nie kojarzenie stanu chorego po transplantacji z
różnicami antygenów HLA biorcy i dawców, nawet w przypadku
użycia komórek macierzystych z krwi pępowinowej. Generalnie
jest bardzo wyraźna zależność spadku przeżywalności chorych
od liczby różnic w antygenach transplantacyjnych. Komisja w
ogóle nie ustosunkowała się do wykrytych przez nas błędów w
typowaniach HLA popełnionych przez dr Gronkowską.
10. Dziwne jest też
dla nas to, że nikt w MZ nie wiedział o takim zabiegu do
chwili upublicznienia jej przez NZOZ. A przecież pan dr
Pechciński wydawał decyzje (pisane zresztą przez prof.
Jędrzejczaka) pomimo tego, że nie znał sprawy. Czy ktoś coś
z tego rozumie?
III.
Odnośnie listu prof. Ljungmana prezentowanego na konferencji
prasowej w dniu 08/03/2007
[kliknij:
pismo]
Ad 3. Prof. Ljungman
odnosi się do sytuacji w dniu dzisiejszym, a nie w roku
2002. Nie został poinformowany też, że chodziło o użycie
dwóch jednostek krwi pępowinowej (odpowiada jakby chodziło o
jedną). Nawet w dniu dzisiejszym, nie mówiąc o przełomie
2002/2003, użycie 2 lub więcej jednostek krwi pępowinowych
do transplantacji dorosłego człowieka traktowane jest jako
procedura eksperymentalna, wymagająca przede wszystkim
bardzo dużego doświadczenia ośrodka transplantacyjnego.
Nie ma mowy o żadnej rutynie. Procedura EBMT zakładała
użycie 1 jednostki krwi pępowinowej w pełni zgodnej lub z
1-2 niezgodnościami, ale dopiero w przypadku, gdy nie ma
lepszego źródła komórek macierzystych. W opisanym przypadku
różnic było znacznie więcej, co miało niewątpliwie wpływ na
przeżycie pacjenta.
Ad 4. Prof. Ljungman
określił użycie rodzica jako dawcy szpiku jako
„niepospolite” (uncommon). Tak rzeczywiście jest, ale chodzi
tu o bardzo rzadkie takie przypadki (z naszych
doświadczeń 1/1000), a nie o nieprzydatności rodzica,
który traktowany jest na równi z rodzeństwem (szansa
brata/siostry na zostania dawcą = 250/1000) I
JEST DAWCĄ ZNAKOMITYM.
Ad 5. Dobór zarówno ojca
jak i dawcy niespokrewnionego w NZOZ Medigen można było
zakończyć NAJPÓŹNIEJ w trzy tygodnie
po zdiagnozowaniu choroby u Bartka, a nie w 3-6 miesięcy.
Ad 6a. W tym przypadku
>90% dawców byłoby z Bartkiem idealnie zgodnych, co daje
liczbę dawców = 262. Zaprzeczanie temu świadczy o fatalnej
jakości pracy i nie znajomości tematu przez prof.
Jędrzejczaka i dr Gronkowską.
Ad 6b. Wiadomo, było
kilkuset.
Generalna uwaga: Prof. Ljungman wypunktował wszystkie
istotne czynniki, które powinny być wzięte pod uwagę PRZED
wykonaniem zabiegu transplantacji (1. dawca rodzinny; 2.
dawca niespokrewniony; 3. chwila rozpoczęcia procedury
poszukiwania dawcy szpiku (październik/ listopad a nie maj);
4. Prof. Ljungman nie wiedział o niezgodnościach w HLA
pomiędzy chorym a krwią pępowinową, oraz o tych dodatkowych,
o których dowiedzieliśmy się później).
Tych
czynników, których dotyczą nasze zarzuty, prof.
Jędrzejczak w ogóle nie wziął pod uwagę.
I na
koniec:
Kwestię wysuwanych przeciwko nam przez prof. Jędrzejczaka
oskarżeń, jakoby prawdziwym powodem naszego wystąpienia była
jakaś konkurencja i kasa (którą podobno straciliśmy wskutek
działalności Jego laboratorium prowadzonego przez dr
Gronkowską) można określić krótko:
absurd.
Pracę swoją wykonujemy szybko, tanio i profesjonalnie, co
oznacza też: bezbłędnie. Rzeczywiście, po przeczytaniu tej
omawianej publikacji prof. Jędrzejczaka złożyliśmy w
Ministerstwie Zdrowia PROTEST PRZECIWKO
WYKONYWANIU DOBORÓW przez ośrodek profesora, ale nie
miał on nic wspólnego z kasą a JAKOŚCIĄ BADAŃ.
A kasę, w sensie używanym przez prof. Jędrzejczaka,
„mogliśmy robić” żyjąc z nim w jak największej zgodzie, albo
obciążając kliniki transplantacyjne za szpik tak, jak np.
rejestr Fundacji niejakiej Urszuli Jaworskiej (FUJ),
obciążający kliniki kwotą równą €uro 10 000, zamiast po
kosztach pobrania, albo i jedno i drugie. Dodam, że
wykonaliśmy już 64 pobrania od dawców szpiku z naszego
rejestru, co przy ponad 20 000 zł narzucie (stosowanym przez
FUJ) dałoby całkiem ładny zysk na czysto. Ot! i cała prawda
kasowa. Podsumowanie naszych osiągnięć zamieszczamy na
pierwszej stronie. [kliknij:Osiągnięcia NZOZ Medigen]
|