|
WĄTPIĄCYM
Sprawa prof. Jędrzejczaka jest, wbrew pozorom, bardzo
łatwa do rozstrzygnięcia. Pod jednym wszak warunkiem: że
odrzuci się wszelkie boczne ścieżki i manowce w jakie,
broniąc się, próbuje profesor Jędrzejczak kierować całą
opinię publiczną. Ratowanie życia chorego, brak czasu i
lekarstwo u siebie w pojemniku, na które PRZYPADKOWO
zwrócił profesorowi uwagę jakiś lekarz oddziałowy, to
główne składniki obrony. Profesorowi, mającemu grant na
przeszczepienie dwóch jednostek krwi pępowinowej uwagę
zwraca jakiś lekarz! Ładne. I prawdziwe. Jak cała logika
i obrona prof. Jędrzejczaka.
Popierający profesora dodają jeszcze jeden, znacznie
mocniejszy argument – Jego zasługi. Nie negujemy tego.
Nie wnikamy też, wbrew temu co nam profesor zarzuca, w
sprawy medyczne. Skupiamy się od początku na tym, na
czym naprawdę się znamy – NA DOBORZE DAWCY SZPIKU DO
TRANSPLANTACJI.
Zostańmy przy tym. Skoro zabieg został przeprowadzony,
to widocznie chory miał wskazania do transplantacji, a
wtedy kolejność doboru choremu dawcy szpiku była inna.
Co innego, gdyby chory tych wskazań nie miał.
Najwyraźniej jednak miał, a użycie dwóch jednostek krwi
pępowinowej uzasadnione było jedynie BRAKIEM LEPSZEGO
ŹRÓDŁA KOMÓREK MACIERZYSTYCH. Warto wciąż pamiętać o
podstawowych faktach, o których obrońcy prof.
Jędrzejczaka zapominają, czy z rozmysłem pomijają:
1.
chory
miał zgodnego ojca (którego pominięto);
2.
chory
miał kilkuset zgodnych dawców niespokrewnionych (których
pominięto);
3.
same
badania HLA chorego i krwi pępowinowej były wykonane
błędnie.
To
się samo przed atakami profesora broni i do tego, tak
naprawdę, całe uzasadnienie pana profesora i nasze
kontr-uzasadnienie dane w rubryce „TERAZ MY” nie jest
potrzebne.
Jest jeszcze jeden argument logiczno-etyczny, który
każdy mający do czynienia ze zdrowiem ludzkim (osobiście
dodalibyśmy: i zwierzęcym również) musi zawsze brać pod
uwagę. Otóż, na wszystkie wątpliwości PRZED wykonaniem
eksperymentu musi paść pozytywna odpowiedź. To
stwierdzenie strywializować można w ten oto obrazowy
sposób:
czy będąc na miejscu profesora Jędrzejczaka i mając syna
na miejscu Bartka Misiaka postąpiłbym tak samo?
To
znaczy przecież dokładnie to: (i) nie przebadałbym
siebie, (ii) nie przebadałbym żadnego dawcy
niespokrewnionego, (iii) nie przekazałbym syna do
kliniki katowickiej mającej przecież największe
doświadczenie w transplantacjach allogenicznych, a
zamiast tego wszystkiego (iv) użyłbym kilku jednostek
krwi pępowinowej, bo to jest świetna metoda, jest
rutynowo stosowana i daje najlepsze rezultaty. Nb., na
tak zadane pytanie pan profesor nie udzielił mi
odpowiedzi.
O
jeszcze jednej rzeczy w tej historii warto pamiętać – tu
nie mamy do czynienia z błędem, medycznym czy innym. Tu
chodzi o świadomie podjętą decyzję, wobec której
wszelkie reguły i obowiązujące zasady przestały odgrywać
jakąkolwiek rolę. I tę prawdę chciałbym obrońcom prof.
Jędrzejczaka uświadomić. Błędem był jedynie punkt 3,
wynikający z marnej jakości pracy laboratorium prof.
Jędrzejczaka kierowanego przez dr Gronkowską i gdyby o
to jedynie szło (tzn. błędne badania HLA wykonane by
były metodami genetycznymi, ojciec chorego nie byłby z
nim zgodny w HLA lub był zdyskwalifikowany ze względów
medycznych, a w bazie BMDW nie byłoby dawców szpiku)
nikt do prof. Jędrzejczaka nie mógłby mieć cienia
pretensji, chociaż do dr Gronkowskiej jak najbardziej –
wielkie i uzasadnione. Niestety, pierwsze dwa punkty
dyskwalifikują i pana prof. Jędrzejczaka i panią dr
Gronkowską całkowicie.
To
ewidentne. Skąd więc taka heroiczna obrona osób, które
nadużyły zaufania osoby oddanej im w opiekę? Skąd obawy
o totalną emigrację lekarzy i troska o przyszłość
lecznictwa w kraju? Toż to nadużycie.
JAWNY SZANTAŻ I POŚREDNIA PRÓBA
NACISKU na organy ścigania prowadzące w
sprawie śledztwo. Dlaczego niby lekarze mieliby
emigrować z powodu medycznego przestępstwa popełnionego
przez konsultanta krajowego z zakresu hematologii?
Dlaczego lekarze mieliby się niby bać przeprowadzania
eksperymentów nawet takich, jaki przeprowadził prof.
Jędrzejczak (pod warunkiem jednakże, że zastosowałby się
do reguł, które sam ustalił)? Kto i o jakiej nagonce na
lekarzy mówi?
Spójrzmy na ten absurd: jeśli prawdą jest grożące nam
niebezpieczeństwo emigracji, to należy założyć, że we
wszystkich zawodach mechanizm będzie podobny. Czyli w
sytuacji, gdy złapie się na nieuczciwości jakiegoś,
powiedzmy, rzemieślnika czy innego mikrobiologa (bądź go
jedynie oskarży), to wkrótce należy spodziewać się
masowej emigracji danej grupy zawodowej, czy tak? A
dodatkowo, np. jeden piekarz biały, któremu nagle
zachciało się zapiekać gwoździe w kajzerkach, może
spodziewać się gremialnego poparcia odbiorców swojego
pieczywa, bo DOTYCHCZAS PIEKŁ
DOBRZE. Zgodnie z tym co czytam i słyszę, on
i tak nie będzie siedział, bo wszyscy piekarze
wyemigrują, a to jemu właśnie przypadnie zaszczytna rola
jedynego krajowego konsultanta z zakresu piekarnictwa.
Rzeczywiście, to smutna obawa.
|